„QR-piątki” powstały na bazie „trójek” poprzez dodanie drugiego woofera oraz powiększenie obudowy. Mimo niezmienionych wymiarów głośników, skrzynki urosły nie tylko wzwyż (o 11,5 cm), ale także wszerz – dokładnie o 2 cm; są także głębsze – o prawie 4 cm. Mamy zatem znacznie większe kolumny, które wciąż jednak zachowują umiarkowanej wielkości „ślad” na podłodze. Nie są to więc żadne „kolubryny”, na które co wrażliwsze panie domu zareagują nieskrywanym podirytowaniem. Z drugiej strony, to już całkiem konkretne kolumny, wobec których trudno przejść obojętnie. 

Kolumny wykazują zdolność do generowania bardzo wiarygodnych i stabilnych obrazów przestrzennych. Wokale umiejscowione w środkowym obszarze sceny są wyjątkowo dokładnie i stabilnie zarysowane. Nieczęsto spotykana jest też zdolność do materializowania źródeł pozornych nie tylko za linią kolumn, ale także przed nimi.

Niskie tony zasługują na odrębne potraktowanie. Są wyjątkowo dobrze zestrojone. Pierwsza rzecz to ich znakomite rozciągnięcie. QR5 potrafią swobodnie zejść w rejony 30 Hz. W wielu konstrukcjach odbywa się to kosztem kontroli, jakości konturów lub monotonnych barw. To zaskakujące, ale w połączeniu ze znakomitą końcówką mocy Chorda nie brakuje żadnej z wymienionych cech. Bardzo nisko schodzący bas jest zarówno energetyczny, masywny, jak i obdarzony znakomitą szybkością. Ponadto wspaniale różnicuje barwy.

Różnicowanie barw jest zresztą jednym z talentów tej konstrukcji – niezależnie od rozpatrywanego zakresu częstotliwości. Z nagrania na nagranie zmienia się nie tylko sposób prezentacji przestrzeni, ale i barwa dźwięku. Każde brzmi inaczej. Ciepło, mgliście, na okrągło albo siarczyście jasno z ostrą jak brzytwa krawędzią. Naprawdę stare rejestracje, zrealizowane technikami analogowymi, tudzież z udziałem lamp próżniowych, brzmią dokładnie tak, że słychać użytą technikę. Lata 80. to z kolei ostra „cyfra” i niemiłosierna kompresja. Audiovectory pokazują to wszystko jak na dłoni.

Całość recenzji przeczytaj tutaj.